Internauci są drażliwi..

Skłonni do pochopnych decyzji i mają trudności ze skupieniem uwagi. Szukając
w Internecie, zadowalają się pierwszymi trzema stronami, a jeden na pięciu internautów pozostaje na stronie nie więcej niż minutę – wynika z badania. Krótko mówiąc, przed monitorem zamieniamy się w zwierzę.

-Ludzie dokonują natychmiastowej decyzji o tym, czy zostaną na tej stronie, i jeśli strona nie jest dobra, internauci idą dalej – mówi dr Jim Jansen z Uniwersytetu Pensylwanii. Niezależnie od tego, czy strona się podoba, czy nie, 40 proc. osób opuszcza ją po trzech minutach. Jedni znaleźli tego, czego szukali, inni się poddają i szukają gdzie indziej.

Mają na to miliardy innych stron. W gąszczu linków nie trudno się zgubić. Łącza są powolne, a źle zrobione strony potrafią doprowadzić człowieka do szewskiej pasji. Dodajcie do tego dyskutantów, tych krzykliwych
i odpornych na argumenty, a okaże się, że każdy internauta ma święte prawo do furii co pół godziny.

Jak więc przetrwać? Internet to dżungla, jak wiadomo, a w dżungli największe szanse ma bestia. Uczeni mówią, że część ludzi w Internecie idzie za zewem natury i przeistacza się w zwierzę, zostawiając myślenie innym. Jakob Nielsen, guru twórców stron internetowych, przyznaje, że to może brzmi jak żart, ale badania to potwierdzają.

Nielsen twierdzi, że internauci, szukając informacji, korzystają z odziedziczonych w trakcie ewolucji algorytmów szukania pożywienia. Zaznacza, że w Internecie może mniejsze znaczenie ma instynkt przetrwania, a większe – nasze wrodzone lenistwo. Chcemy jak najwięcej za jak najmniej. To działa również w wyszukiwarkach.

W internetowym polowaniu ważny jest – jak pisze Nielsen – zapach informacji. Internauci muszą zawczasu ocenić prawdopodobieństwo dopadnięcia dobrej strony. Na ścieżce do niej muszą widnieć ślady upragnionej informacji. Im bliżej podchodzimy, tym zapach musi być silniejszy. Tak samo, jak myśliwych zniechęca łatwa ofiara, która sama idzie w ręce, internautów odstrasza słownictwo nachalnej reklamy.

Rozwijając dalej metaforę polowania, Nielsen zauważa, że lis, mający do wyboru małe i duże króliki, nie poluje tylko na duże. Posiłek musi być pożywny, ale też musi dać się łatwo złapać. Dobra strona powinna
u internauty wywołać wrażenie, że znajdzie tu potrzebne informacje i znajdzie je szybko. Tymczasem, jak zauważa dr Jansen, co drugi adres podany przez wyszukiwarkę nie odpowiada potrzebom poszukującego. To znaczy, że gdyby lis używał wyszukiwarki, co drugi wynik polowania w ogóle nie byłby królikiem ani niczym innym, co by się nadawało do zjedzenia. To dobry powód do furii.

Dr Jansen oparł swoje obserwacje na analizie ponad 450 tys. zapytań przesłanych przez internautów w ciągu jednej doby do wyszukiwarki Alltheweb.com. Okazało się, że aż połowa osób korzysta tylko z pierwszej strony wyników. Tylko 19 proc. zagląda na drugą stronę, a zaledwie mniej niż 10 proc. dociera do trzeciej.
Z tej połowy, która zatrzymuje się na pierwszej stronie, 55 proc. sprawdza tylko jeden adres podany przez wyszukiwarkę, a ponad 80 proc. sięga najwyżej po trzy adresy.

Artiom Cygankow